Collette - Klaudyna (Claudine)
Zauważyłam, że przestaję czytać z obawy, że nowe książki wyprą mi z pamięci stare i nie zdążę zrobić tej jakże ważnej i absolutnie potrzebnej (xD) dokumentacji. Jest na to jeden sposób... wreszcie się ruszyć i pisać choćby po parę linijek o tym, co już przeczytałam. Tak więc dziś na tapet bierzemy książkę, która wzbudziła taki mój entuzjazm, że teraz jesteśmy tutaj. Klaudynę Collette. Dokładniej rzecz biorąc, Klaudyna to dzieło czteroczęściowe, ale ja złapałam w bibliotece wydanie cztery w jednym, do tego z wstępem autorskim, o którym jeszcze za chwilę powiem parę słów. A teraz najważniejsze: TO. JEST. TAKIE. GEJOWE. I to nie żaden queerbaiting, o nie. Chociaż muszę przyznać, że bałam się tego, bo jak grzeczna dziewczynka przeczytałam najpierw wstęp, a tam była wzmianka o tym, jak to mąż autorki zachęca ją do przelania na papier wspomnień z czasów szkolnych (z zamiarem wydania ich potem pod własnym nazwiskiem, a jakże. Fuuuuj.), sugerując jednocześnie, żeby trochę je podkręciła, ...